Stoję w pobliżu osiedla domków jednorodzinnych. W
niektórych oknach widzę światło i krzątających się ludzi. A wokół mnie panuje
cisza przerywana jedynie szumem pojedynczych liści.
Wiatr wieje mocniej i wtedy czuję zapach krwi. Mój
umysł rwie się w tamtą stronę, ale wciąż stoję w miejscu. Jeśli zrobię chociaż
jeden ruch, to już się nie zatrzymam. Kiedy
spróbuję, już się nie uwolnię. Krew jest moim uzależnieniem. Przez nią staję
się zabójcą. Chociaż i tak już jestem skazana na potępienie. Wyrok na mnie
wydał sam Bóg. Nie powinnam istnieć, ale
jestem.
Słyszę jęk bólu. Zerkam w stronę, z której do mnie dotarł i od razu odwracam wzrok. Nie
mogę nawet patrzeć. Jeszcze jedno spojrzenie, jeden łyk i już się nie
powstrzymam.
– Hej! Magda! – Wzdrygam się, kiedy ktoś dotyka
mojego ramienia. Odwracam się i
przytulam do mojego przyjaciela. Jest mi jak brat. Przy nim czuję się
bezpieczna, ale nawet on nie jest w stanie sprawić, bym została rozgrzeszona.
– Nie mogę
tego zrobić… – Głos mi się załamuje.
Nie mogę tego zrobić. Nie chcę… Jednak wiem, że
muszę i nikt nie może mi pomóc. Nie ucieknę od tego. Nikt nie jest w stanie
zmienić tego, kim jestem. To jest moje brzemię. A ja jestem pytaniem. Jestem pytaniem i odpowiedzią –
diabelską
odpowiedzią.
– Spójrz na mnie. – Nie wykonuję polecenia. Nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy. To zbyt
wiele. – No spójrz! – Zaskoczona podniesionym głosem, odruchowo odsuwam się od niego i patrzę na jego twarz.
Maluje się na niej zdecydowanie. On nie ma żadnych
wątpliwości. Wie, tak dobrze jak ja, że nie mogę od uciec od przeznaczenia. Nie
mogę się schować, chociaż bardzo tego chcę. To pragnienie sprawia mi ból. Ale inaczej nic by to nie znaczyło.… – Rób co, do ciebie należy. Nie możesz się wycofać. Dlatego rusz się.
Zrób tylko jeden krok, a wszystko potoczy się samo. Zadziała twój instynkt. A
potem po prostu to wyłącz. Rozumiesz? – Kiwam głową. Nie jestem w stanie
odpowiedzieć.
Wzruszenie łapie mnie za gardło. Znów przytulam się
do przyjaciela. Chowam twarz w jego klatce piersiowej. Mogłabym tak trwać
wieczność. W końcu z westchnieniem odsuwam się.
– Nigdy cię nie zapomnę – szepczę, a łzy wzbierają
się pod powiekami. Mrugam szybko, by się ich pozbyć.
– Zapomnisz. – W jego głosie słychać smutek, ale mimo to uśmiecha się.
Odwracam się na pięcie i ruszam do przodu. Łudzę się, że mnie zatrzyma, ale
nadzieja niemal od razu gaśnie.
Z każdym kolejnym krokiem czuję coraz intensywniej
zapach krwi. Klękam przy ciele. Nogawki moich spodni niemal natychmiast
nią przesiąkają.
– Wybacz – szepczę i pochylam się nad szyją mojej
ofiary. Dotykam wargami rany i zaczynam pić. Najpierw spokojnie, potem coraz
zachłanniej. Moja ofiara walczy ostatkami sił, ale już po chwili przestaje się
szamotać.
Czuję, jak moje ciało się odpręża. W końcu odrywam
usta i patrzę postaci w oczy. Widać w nich strach. Mam ochotę płakać. Już
prawie poddaję się temu, ale wtedy wszystko znika. Nie czuję nic. Odrzucam ciało ofiary
i wstaję gwałtownie. Słyszę, jak się zbliża, jego kroki. Ale nie odwracam się. Prę naprzód. Muszę zrobić tylko jedno — wypełnić przeznaczenie, spełniając wolę ojca. Po prostu muszę zniszczyć świat…